Czy fryzjerki naprawdę mają wadę wzroku?

Fryzjerskie pocieszanki
Prosicie o rudy, wychodzi brudny - nie napiszę jaki, prosicie o podcięcie - a otrzymujecie intensywne skrócenie.

Pewnie, że bywa inaczej. Ale bywa i tak.
I wtedy... "Ależ pięknie pani wygląda", "Przecież jest świetnie"... i tak dalej, i tak dalej...

Znacie to?

To zapraszam do typowych "pocieszanek". Może dodacie nowe?








Tak, jak w temacie - lista cytatów zasłyszana od Was, przez Was nadesłana.


Gdy zamiast chłodnego blondu wyjdzie intensywny kurczak


  • "Jaki piękny ten kolor, taki złocisty"
  • "Jak wspaniale podkreśla pani cerę"
  • "Ale proszę zobaczyć jak dobrze robi na oczy".... (czyje?!)
  • "Czego pani chce, miał być blond, to jest"


Gdy zamiast chłodnego blondu wyjdzie dziko-rudy odrost

  • "To tak zawsze wychodzi"
  • "Tego nikt nie zauważy"
  • "No trudno, ma pani takie włosy"
  • "Inaczej się nie da/nie dało/nie można"
  • "A co pani opowiada"


Gdy włosy ulegną zniszczeniu podczas rozjaśniania

  • "Blond wymaga poświęceń"
  • "Teraz włosy będą się naturalnie cieniować"
  • "Jak ma się tak dużo, to nie szkoda"
  • "Bo były suche"
  • "Trzeba było dbać o włosy"
  • "Jak położy pani profesjonalne (nasze) kosmetyki to będzie dobrze"
  • "Zawsze się trochę niszczą"

Gdy zamiast 1 centymetra utną 10:

  • "Od początku mówiłam, że najlepiej w krótkich"
  • "Teraz będzie lżej"
  • "Były strasznie zniszczone"
  • "Były krzywe"
  • "Wydaje się pani" (!)



Co zrobić, żeby nie paść ofiarą takich powiedzeń?

Wyraźnie wskazać co i dlaczego nam się nie podoba. Ale, nie atakować fryzjerki, ona też jest zdenerwowana, choć dobrze się maskuje.

Dlaczego w ogóle przytaczam takie przykłady?
Aby lepiej nam się żyło. Można wszystko załatwić, jeśli odniesiemy się kulturalnie do osoby, od której czegoś wymagamy. A nawet, wymagając czegoś, będziemy życzliwe, uśmiechnięte i spokojne.

Wreszcie kwestia tego, że często u fryzjera z miną męczenniczki po prostu przyjmujemy to, co mamy na głowie i nie zgłaszamy niezadowolenia, bo nie wypada, czy z innych względów. A trzeba. Tylko na spokojnie.

Oczywiście, trudno być spokojnym, gdy zamiast ciemnego blondu wyszła pomarańczowa żarówa,
jednak fryzjerka ślepa nie jest i jest w tej samej sytuacji, co Wy (powiedzmy). Pozostaje jakoś to naprawić lub przekonać się, że ta osoba nie jest w stanie tego zrobić.

Są pewne schematy zachowań, z których warto skorzystać.
Niektóre z nas asertywność mają we krwi, inne muszą się jej nauczyć.

Przejdźmy do przykładu:

Klientka: "Kolor na odroście jest rudy, chcę, żeby był jasnym zimnym blondem. Co możemy z tym zrobić?"
Ale nie: "Ale co to ma być, kolor jest ohydny!" "Co pani zrobiła, jak ja wyglądam?!"
Agresja rodzi agresję - nic nie załatwicie.

I też nie: "Co Pani z tym zrobi?"
Użycie formy my, czyli "co zrobimy" jest łatwiejsze do przełknięcia.

Fryzjerka: "Faktycznie ciepło wyszło, ale się spłucze" - tak często jest, że kolor chłodnieje po paru myciach
albo:         "Faktycznie ciepło wyszło, następnym razem użyję mocniejszej farby" - fryzjerka proponuje użyć czegoś mocniejszego następnym razem, warto spróbować, zapamięta Cię i będzie próbowała. Może nawet skonsultuje problem z kimś innym, by następnym razem zrobić to dobrze.
Poznała włosy i może rzeczywiście zastosować lesze rozwiązanie.

Klientka:  "Nie chcę następnym razem, będę się lepiej czuć, jeśli poprawi mi pani teraz"
Ale nie: "Chce teraz zimny", "Nie wyjdę stąd, dopóki pani nie poprawi tego czegoś"
Fryzjerka będzie wystraszona i w nerwach nic lepszego nie zdziała.

Fryzjerka po krótkim wahaniu: "Proszę usiąść, spróbujemy coś z tym zrobić"

Klientka: "Dziękuję"

Przekorne powiedzą, że przecież im się to należy, że fryzjerka łaski nie robi. Jednak wykonujące ten zawód naprawdę nie chcą nam zniszczyć włosów, chcą by klientka wróciła, bo mają z tego dodatkowe (nie oszukujmy się) pieniądze.

Ale, podkreślam, kultura zobowiązuje :)


Przykład mój własny po ostatniej wizycie w salonie fryzjerskim
Tak, mnie to spotyka często :D
Bardzo wydziwiam, ale cóż... nie będę się tłumaczyć.

Poprosiłam panią, zresztą przemiłą i bardzo starającą się, aby skróciła tył jak do boba, tak by był był równy z przodem. Końce poprosiłam wycieniowane, żeby fryzura nie wyglądała ciężko.

Pani bardzo się rozwodziła nad tym, jak klientki są zadowolone z jej cięć, że nie ma nikogo, kto byłby niezadowolony, że ma taką rękę itp., itd....

W międzyczasie dowiedziałam się, że wrażliwa skóra głowy to zwykle uczulenie na śledzie... Tak, jakbym śledziami myła sobie skalp, ale pominę już ten aspekt.

Cięcie wykonała właściwie, precyzyjnie. Po czym złapała degażówki.
I zaczęło się. Tłumaczyłam, że moje włosy nie życzą sobie degażówek, bo narzędzie miażdży tego typu włosy.

Pani upierała się, że się nie znam i, że to ona jest fryzjerką i we lepiej, ale skoro nie chcę, to nie.
Oczywiście nie przybliżałam pani, czy jestem tą Mysią czy nie jestem :D

Delikatnie poprosiłam o wycieniowanie nożyczkami.

Pani mozolnie usiłowała pocieniować końce nożyczkami, ale nie umiała tego zrobić.
Ostatecznie zaprezentowała mi efekt, którego nie chciałam - ładny kształt fryzury, ale końce niczym kwadratowe drągi, końcówki ze schodami jak po natarciu dzikiego chomika...

Zapytałam panią, czy może coś z tym zrobić.
Najpierw udała, że nie widzi, że przecież o to mi chodziło.
Wskazałam konkretnie: "Proszę nie udawać, że pani nie widzi, jest pani fryzjerką i zna się na rzeczy, końce są kwadratowe".
Wówczas oświadczyła, że może degażówkami, bo nożyczkami się nie da.

Poprosiłam o nożyczki i zaprezentowałam fryzjerce, która stała z założonymi rękami, jak należy cieniować włosy nożyczkami. Nie była szczęśliwa. Powiedziała, że to, co usiłuję mozolnie zrobić, to jest cieniowanie degażówkami... 

No nic, musiałyśmy się spotkać w pół drogi. Poprosiłam o zaprezentowanie techniki cięcia degażówkami.
Wydała mi się  korzystna, pozwoliłam pani podciąć włosy. I, wyobraźcie sobie, że dobrze wyszło.

Nie namawiam nikogo do takich pomysłów, to wręcz okropne zabrać fryzjerce nożyczki, raczej chodzi mi o zasadę walki o swoje i dopuszczenia zdania fryzjerki i jej pomysłu, jeśli po wytłumaczeniu zamiaru, ma on sens.

Oczywiście możemy podziękować i wyjść, ale czasem warto jest powalczyć o swoje.

Nie mam zdjęć z obecną fryzurą. Musicie uwierzyć na słowo, że jest nawet w porządku.
Uprzedzając pytania czy zapuszczam - nie mam zielonego pojęcia... Okrutnie mi teraz wypadają :(

Natomiast, czy mogłoby być lepiej? Oczywiście. Chętnie poprawię cięcie sobie sama, jak wrócę ze szpitala do domu. Efekt nie jest zły, a mógł być.
I, szacunek dla fryzjerki. Bardzo się starała :)

Pozostaję również przy zdaniu, że degażówki to zło. Niezależnie od techniki i jestem wciąż ich przeciwniczką.Włosy zostały przesadnie wypiórkowane a degażowane końce zaraz trzeba będzie ściąć, bo sterczą.


WAŻNE
Pozwalamy fryzjerowi dokończyć swoją pracę. 
- Nie uciekamy z mokrymi włosami, bo kolor na mokro zawsze wygląda inaczej niż po wyschnięciu.
- Nie wyrywamy suszarki z rąk, bo nie umie suszyć
Możemy poprosić o grzebień, żeby ustawić przedziałek tam, gdzie lubimy :)

Nazywamy problem po imieniu.
Nie: Kolor jest brzydki, bo komuś może się podobać.
Tak: Kolor jest dla mnie za ciemny/za jasny/zbyt rudy/zbyt szary.

Nie dajmy sobie wcisnąć kitu
Bywa, że fryzjerka upiera się, że kolor jest zimny, gdy jest ciepły.

Nie walczymy, gdy napotykamy ścisły opór.
Szkoda prądu, jeśli fryzjerka nie umie się zachować.
W takiej sytuacji można zapytać o szefową albo powiedzieć: "Nie jestem zadowolona, kolor/fryzura zupełnie nie jest tym, czego oczekiwałam".
Często inna fryzjerka lub szefowa zainteresują się sprawą, próbując pomóc.

Nigdy nikogo nie obrażamy.
Nawet jeśli fryzjerka obraziła nas, uważam, że to o niej świadczy jak świadczy i do takiego poziomu nie ma co się zniżać.


Drogie fryzjerki, 
powiedzcie klientce, której nie umiecie pomóc: 
"Zrobiłam wszystko, co mogłam. Inaczej nie umiem".

Niezadowolony klient i tak, i tak nie wróci, ale przyjmie naszą informację o przyłożeniu się do pracy.


____________________________________
Tych, które nie czytały, serdecznie zapraszam do lektury artykułu : Jak rozmawiać z fryzjerem KLIK