close

Włosy. Koloryzacja. Pielęgnacja. Kosmetyki. | category: zabawne

home

Włosy. Koloryzacja. Pielęgnacja. Kosmetyki.

Marta Klowan KOKARDKA

kokardka-mysi.blogspot.com

Komunia. Fryzury dla dziewczynek

Komunia. Fryzury dla dziewczynek
Która z nas nie zapuszczała włosów na Pierwszą Komunię?

Pamiętam swoje loki, które wyczarowała mi babcia, machając lokówką ze dwie godziny.
Niestety, z misternych zmieniły się w mizerne w niecałe pół godziny.

Dzisiaj modne są profesjonalne fryzury spod ręki fryzjera, by zmienić dziewczynkę w księżniczkę.

Bywa, że arcydzieło nie wygląda już niewinnie. A szkoda...




Jestem ze starej szkoły. Uważam, że dziecko powinno zostać dzieckiem.
Cały urok dziewczynki tkwi w jej delikatności, niewinności.

Fryzura komunijna powinna podkreślać urodę, pasować do postury dziecka i okazji.

Poniżej upięcia, które mnie osobiście zachwycają swoją prostotą.

Naturalne loczki zgrabnie ubrane w wianek:
Komunia. Fryzury dla dziewczynek

Urocze loki przy gęstych włosach:
Komunia. Fryzury dla dziewczynek
Tutaj przepis wykonania krok po kroku tej fryzurki. Warto zobaczyć :)

Skromne a efektowne:

Komunia. Fryzury dla dziewczynek
źródło


Komunia. Fryzury dla dziewczynek
źródło


Śliczne, proste, domowe upięcie:
Komunia. Fryzury dla dziewczynek
źródło


Czasem wykonanie jest fantastyczne, 
bardzo misterne,
ale efekt jakby przeładowany:

Komunia. Fryzury dla dziewczynek


Komunia. Fryzury dla dziewczynek


Perfekcyjny, pięknie ustrojony splot, 
ale bardzo delikatne włosy:

Komunia. Fryzury dla dziewczynek


Dziecięca uroda broni się sama.
Brak uczesania jest uczesaniem:

Komunia. Fryzury dla dziewczynek

Komunia. Fryzury dla dziewczynek


Najgorzej, gdy się przedobrzy ;)

Komunia. Fryzury dla dziewczynek


Miłego dnia!


Z wizytą w dżungli

Z wizytą w dżungli
Dzisiaj na luzie, w temacie włosów delikatnie,
ale z sensem i intrygująco.

Felieton Wojciecha Cejrowskiego 
z National Geographic. 
Zapraszam!







Wojciech Cejrowski 
"Jak zirytować wodza"



Podróżnicy zwykle starannie unikają takich sytuacji. Przede wszystkim uważają, by nikogo NIE zirytować, NIE obrazić, NIE naruszyć tabu itd. Ja postanowiłem uczynić na odwrót.

W lutym 2003 r. zamierzałem przejść przez dżunglę z Surinamu do Brazylii. Skompletowałem sprzęt, znalazłem idealnego przewodnika, chłopaka z plemienia zamieszkującego ziemie, na które się wybierałem. Nasza wyprawa była dla niego darmową okazją odwiedzenia domu. Znał drogę, znał język, a jego ojciec był wioskowym wodzem, co – jak sądziłem – powinno ułatwić wiele spraw.

Przewodnik się sprawdził, na miejscu przyjęto nas z otwartymi ramionami. Niestety, kiedy już mieliśmy wędrować dalej, wódz wdzięczny za przyprowadzenie syna postanowił obsypać mnie prezentami. 

I to był początek nieszczęść.

Najpierw przemawiał długo i wylewnie, a potem zaczął układać u moich stóp stos podarków. 

Dawał, dawał i dawał – dmuchawki, łuk i strzały, dzbanek kurary, piękną koronę z papuzich piór, naszyjnik z kłem jaguara, pierwszorzędny hamak... a na koniec 7-metrowej długości skórę anakondy. 

Przyjąłem ją ze łzami w oczach. I nie były to łzy wzruszenia tylko wściekłości, bo przecież taka skóra jest warta fortunę, a ja będę ją musiał wyrzucić. Wprawdzie w Amazonii anakonda to dość pospolity szkodnik, ale w Europie jest pod ochroną i za posiadanie jej trafiłbym do więzienia. Pech, pech, pech. Ale jeszcze nie największy. 

Wódz skończył obdarowywanie, usiadł i czeka. Niedobrze! To oznacza, że teraz moja kolej. Najwyraźniej nie był mi wdzięczny za przyprowadzenie syna, lecz chciał sprytnie skorzystać z okazji i wyciągnąć ode mnie tyle przedmiotów, ile zdoła zgodnie z zasadą: przyjąłeś podarunek, musisz dać coś równie cennego w zamian. I lepiej żeby twoje podarki nie były gorsze od tych, które otrzymałeś, bo wówczas wódz może się poczuć dotknięty. A przecież nie chciałbyś obrazić wodza, który ma na szyi zęby jaguara, a za plecami grupę uzbrojonych wojowników. Zdesperowany (i lekko przestraszony) zacząłem wykładać dosłownie wszystko, co miałem. Niestety nie było tego wiele – na wyprawę zabraliśmy tylko tyle, ile mogliśmy udźwignąć. Oddałem, co mogłem, ale nie starczyło. Wódz wprawdzie się nie obraził, ale nie był też zadowolony.


– Dziękujemy ci za wizytę, gringo. Moi ludzie odprowadzą cię z powrotem do Surinamu. Rzekłem! – zawyrokował.
Indianie mają swój język dyplomatyczny i kiedy wódz mówi RZEKŁEM, nie dyskutuje się. Nic nie mogłem uczynić, żeby zmienić jego decyzję.

Zobowiązania są ważną częścią indiańskiej kultury i mentalności. Na każdy prezent wypada odpowiedzieć równoważnym prezentem. A jeśli taki nie istnieje, bo twój był niepowtarzalny, co wtedy? Nic. Każdy Indianin wie, że takich podarków się po prostu nie daje. Chyba że chcesz kogoś zirytować. Wódz doskonale wiedział, co robi, kiedy obsypywał mnie prezentami ponad moją miarę. Postanowiłem przytrzeć mu nosa...

Następnego ranka zaprosiłem na brzeg rzeki wszystkie stare kobiety z wioski i urządziłem dla nich pożegnalną zabawę – umyłem im głowy szamponem koloryzującym. Czasami zabieram coś takiego na wyprawę, bo Indianie lubią sztuczki
i już sama piana na głowie robi na nich wrażenie, a jak jeszcze ta piana zmieni kolor włosów, to cieszą się tygodniami. 

Efekt był piorunujący. Zbiegła się cała wioska. Oglądali swoje siwe babki w kruczoczarnych włosach i wiwatowali z radości. Tylko wódz był smętny. 

Z wizytą w dżungli
– Odmłodziłeś nasze kobiety, gringo – powiedział. – I jak ja ci się teraz odwzajemnię?
– Doprawdy nie wiem. Jedyne, na czym mi naprawdę zależy, to ruszyć stąd w stronę Amazonki, ale się na to nie zgodziłeś. A raz wydanej decyzji cofać nie wolno, prawda?
– Prawda, gringo. Powiedziałem RZEKŁEM.
– Rzekłeś, Wodzu.

Tak oto wódz został moim dłużnikiem, a dla Indianina niespłacony dług jest jak wasalna podległość. Czyli ja podlegałem wodzowi (jako obcy przybysz na jego terenie), ale jednocześnie wódz podlegał mnie (gdyż nie był w stanie dopełnić Obowiązku Wzajemności).

Kilka dni później, kiedy jego ludzie żegnali się ze mną, dałem im niewielkie zawiniątko z prośbą, by je zanieśli swojemu wodzowi. Była to ta sama 7-metrowa skóra anakondy, którą otrzymałem w darze. Mogłem ją po prostu wyrzucić, ale wówczas wódz aż do śmierci czułby się ode mnie zależny, a przecież ja chciałem mu tylko przytrzeć nosa. Dlatego teraz zwracałem najcenniejszy prezent od niego.
Zwrócić prezent to śmiertelnie obrazić ofiarodawcę. Wypowiedzieć mu wojnę. Zelżyć go publicznie. Zakwestionować jego męstwo i męskość. To był jedyny sposób, by wódz mógł odzyskać twarz po tym, jak stał się moim dłużnikiem. Staliśmy się śmiertelnymi wrogami. Wojna to wojna. Teraz wszelkie wcześniejsze zobowiązania straciły moc.

Kobiety z lat 20-stych w areszcie


Kobiety z lat 20-stych w areszcie

Fryzury z lat 20 przewijały się przez internet miliony razy, setki razy wznawiane i unowocześniane. Idealne, dopracowane, perfekcyjne.

Dzisiaj proponuję Wam zakosztować innej estetyki - lata 20-ste  ze starych kronik policyjnych.

Zdjęcia są autentyczne! Pochodzą z archiwów z Sydney.

Tego nie da się opisać, to trzeba obejrzeć...















Fotografia policyjna z tamtych lat nie rządziła się żadnymi prawami pod względem ustawienia danej osoby.
Mogła więc ona przybrać dowolną pozę i wyraz twarzy.

Przedstawiam kryminalistki z lat 20-stych:


Kobiety z lat 20-stych w areszcie
Dilerka kokainy Mc Guinness



Kobiety z lat 20-stych w areszcie
Dokonała aborcji u młodej dziewczyny, która w wyniku powikłań zmarła.
Sąd skazał Smith na 5 lat.

Kobiety z lat 20-stych w areszcie
Posługiwała się fałszywymi nazwiskami i miała co najmniej kilku mężów.

Kobiety z lat 20-stych w areszcie
Uważana za jedną z większych kryminalistek... za nieumiarkowanie w spożywaniu alkoholu.

Kobiety z lat 20-stych w areszcie
Kobieta, która zapoczątkowała określenie kryminalistyczne "przypadek O'Connor" oznaczające kryminalistkę o szerokim wykształceniu z zakresu fizyki, chemii czy biologii...

Kobiety z lat 20-stych w areszcie
32 letnia zabójczyni swojego chłopaka. Zamordowała, gdy zdecydował się ją zostawić.

Kobiety z lat 20-stych w areszcie
Złodziejki :)

Kobiety z lat 20-stych w areszcie
Nie wiem, o co były oskarżone te panie, ale urzekły mnie.




Kobiety z lat 20-stych w areszcie
Fay Watson - jak żywcem wyjęta z filmu...
Aresztowana, gdy podczas przeszukiwań jej posesji, znaleziono 10 funtów kokainy

Kobiety z lat 20-stych w areszcie
Skazana na 3 lata za "uprawianie poronień" u innych kobiet.
Przypuszcza się, że miała 2 wspólniczki.


Kobiety z lat 20-stych w areszcie
Znana w tamtych latach włamywaczka.

Nakrycia głowy nigdy nie służyły loczkom...


Dawno, dawno temu. Zapach Rzymu

Dawno, dawno temu. Zapach Rzymu
źródło
Jako osoba bardzo wyczulona na zapachy, kojarzę wiele wydarzeń i miejsc na podstawie wspomnień zapachu. Na pewno to znacie - aromat kruchego ciasta, wilgoć mglistego poranka czy chropowatość zakurzonych desek na strychu.

I tak po nitce do kłębka - jak pachniał Rzym?

Jesteście ciekawe? Zapraszam!














ŁAZIENKI
W Starożytnym Rzymie wielką wagę przykładano do higieny osobistej.
Liczne łaźnie były płatne i bardzo popularne.

Początkowo mężczyźni i kobiety przebywali w nich razem, jednak liczne skandale w tym zakresie szybko wprowadziły nakaz oddzielnych pomieszczeń dla kobiet i dla mężczyzn.

Trzeba przyznać, że rzymskie łazienki były bardzo rozbudowane. Stanowiły połączenie basenów z łaźniami, kąpielami zimnymi i ciepłymi oraz saunami. Można do porównać do dzisiejszych SPA. W bezpośredniej bliskości term znajdowały się sale gimnastyczne i biblioteki.

Jak sama nazwa term wskazuje, woda w basenach była podgrzewana.

Z czasem zamożniejsi Rzymianie zaczęli urządzać łazienki w swoich własnych domach :)

Jednak podejście do intymności podczas załatwiania spraw fizjologicznych diametralnie różniło się od obecnego.

Toaleta w łaźni miała postać ławy z otworami, na której siedziało nawet kilkanaście osób, tocząc w międzyczasie dysputy na ważne tematy.

Dawno, dawno temu. Zapach Rzymu

Macie wątpliwości, czy mogłybyście się przenieść w czasie?
To nie jedźcie do Meksyku ;)

Dawno, dawno temu. Zapach Rzymu
źródło i inne ciekawe zdjęcia


PERFUMY
Dawno, dawno temu. Zapach Rzymu
Aby odkazić wodę i powietrze, zarówno w termach, jak i na ulicach rozpylano zapachy olejków.

Olejki zabijały też zapachy z kanalizacji ;)

Antyseptycznie działały eukaliptusowy, tymiankowy czy goździkowy.

Samo słowo perfumy pochodzi od słów pro fumen, czyli przez dym.

Skąd ten dym?
Rzymianie palili aromatyzowane, żywiczne drewno na ulicach, które działało odkażająco, a wilgotne drewno - dymi ;)

Bardzo ciekawą sprawą jest kodeks perfumiarski.
Określone części ciała były perfumowane określonymi zapachami:
ręce- mięta
broda i piersi- olejek palmowy
włosy i brwi - majeranek
kolana i szyja - kurdybanek (ma orzechowo-korzenny zapach)

Z czasem wszystko tak pachniało, że Cicero w liście do Attyka napisał:
"Ładnie pachnie kobieta, która nie pachnie wcale"

Zapach zaszedł tak daleko, że podczas przedstawień w amfiteatrach rozpylano deszcz różany.


LECZENIE
Fascynujący wydał mi się sposób leczenia niektórych chorób skórnych, dlatego go przytaczam:

"Brodawkę natrzeć groszkiem zielonym podczas nowiu księżyca, potem przewiązać chusteczką płócienną i jak odpadnie, wyrzucić za siebie"
Inny sposób:
"Natrzeć zmiany dwoma połówkami jabłek, poczem zakopać je w ziemii"
Podobnie należało czynić ze słoniną...

Metody kontrowersyjne, aczkolwiek co powiecie na płukanie jamy ustnej po wyczyszczeniu zębów - moczem? Wówczas było to zalecane...

FRYZJERSTWO

Powszechnym zabiegiem było rozjaśnianie. Czyniono to za pomocą koziego łoju i popiołu bukowego.
Popularne było mydło galicyjskie, którym myto włosy, uzyskując na ciemnych kolorach czerwienie.

Takie mydło również zawierało popiół bukowy, ale w niewielkich ilościach.

Na przetłuszczające się włosy stosowano proszek z lapis lazuli.
Dla zainteresowanych to minerał o barwie niebieskiej z rodziny krzemianów. Kolor nadaje mu siarka. Dzisiaj znamy już właściwości siarki i krzemionki, wykorzystywanych w przypadku problemów ze skórą głowy.

Fryzjer męski nosił miano Tonsor. Jest to słowo łacińskie i oznacza golibrodę.
Zakłady fryzjerskie zwano więc tonstrinami i cieszyły się wielkim uznaniem.

Już wtedy stosowano u mężczyzn czesanie na pożyczkę, a u tych, u którym nie można było wyhodować "zasłonek", przyklejano do skóry kawałki materiału...

Dawno, dawno temu. Zapach Rzymu
Fryzjerki damskie to ornatrices.

Kręciły i rozjaśniały one włosy swoich klientek.
Łysym i łysiejącym dobierały peruki, które robiono z włosów niewolnic.

Szczególnym zainteresowaniem cieszyły się włosy słowiańskie.









Na zakończenie ze Sztuki kochania Owidiusza - warto przeczytać!

Niewiasta - jak kamienica
Od tyłu i od frontu
Jeżeli już jest zniszczona
Dopomina się remontu...

Jak tego dokonać trzeba?
Niechaj ciekawe dziewice
Zajrzą do mojej książeczki
mówiącej o kosmetyce...

Zapamiętajcie mą radę, 
dbałe o wygląd kobiety:
Nigdy w obecności mężczyzn
Nie róbcie swej toalety.

Niechaj będą niewidzialne
Dla nich kosmetyków pudła,
Inaczej - w ich sercach miłość
Bardzo prędko by wychudła.

Sprawcie, abyśmy sądzili,
że jeszcze słodko drzemiecie,
wówczas, gdy już pracujecie
przy porannej toalecie.

:)))

_____________
Tekst podstawie informacji z książki Ireny Rudowskiej "Kosmetyka wczoraj i dziś", Warszawa 1989, s.70-83.

Wesoły teatrzyk przedstawia

Wesoły teatrzyk przedstawia
Wyszukiwanki :)

Znacie to z innych blogów. Ostatecznie postanowiłam sprawdzić, czego szukacie u mnie.

Poszperałam, pośmiałam się i przekazuję Wam :)












Uzbierało mi się tych wyszukiwaniątek, więc dla zabawy posegregowałam je.
Zachowałam oczywiście oryginalną pisownię.



KATEGORIA
"Ktokolwiek wie, ktokolwiek zna"

"zwalczacze koloru"

"zwierzę paznokciarz" .. jejku, a cóż to takiego?!

"wgniecenie w sprayu"

"panika w piance"

"opał na włosy"

"włosy jaśniejsze od światła"  ... nie wiem, łyse?



KATEGORIA
Pytania bez odpowiedzi

"źle ufarbowane włosy czy fryzjer pomorze"

"czy mogę iść na basen"

"wyjaśnij czy płukanki wiążą się z włosami na stałe"

"wyaodjaą włosy a wyrastają nowe"

"gdzie zastrzyki z aloesem do wcierania w głowę"

"jeżeli nałożę intensywną czerwień na włosy, to wyjdzie mi czerwony kolor?"

"jeżeli chcem zafarbować włosy na srebrny pył a mam błąd, to jaki wyjdziesz za mnie?"

"jakie ciuchy do zimnego odcienia urosną?" 

"jak wyglądałabym w takiej grzywce?"



KATEGORIA
Informacje z trąby

"z jednego mieszka włosowego wyrastają trzy włosy jednocześnie"

"wyjątkowa fryzura i ty wyjątkowa"

"wyglądam głupio w ombre"

"wychodzenie z włosów"

"nakładanie farby na szczoteczkę do zębów"

"ja chce jasny blond"

"mam już pasemka które wyszły jakby pomarańczowe"



KATEGORIA
Szukaj gdzie indziej

"wzgórek łonowy"

"ogromny brzuch"

"noworodki z czarnymi włosami"

"ładny rudy chłopak"

"lenia"


KATEGORIA TRUPIA

"nie mogę kupić formaliny"

"krematorium" ...piii



Wisienka - dla mnie ^^- na koniec:

"mistrz koloryzacji"

Fryzjerskie pocieszanki

Czy fryzjerki naprawdę mają wadę wzroku?

Fryzjerskie pocieszanki
Prosicie o rudy, wychodzi brudny - nie napiszę jaki, prosicie o podcięcie - a otrzymujecie intensywne skrócenie.

Pewnie, że bywa inaczej. Ale bywa i tak.
I wtedy... "Ależ pięknie pani wygląda", "Przecież jest świetnie"... i tak dalej, i tak dalej...

Znacie to?

To zapraszam do typowych "pocieszanek". Może dodacie nowe?








Tak, jak w temacie - lista cytatów zasłyszana od Was, przez Was nadesłana.


Gdy zamiast chłodnego blondu wyjdzie intensywny kurczak


  • "Jaki piękny ten kolor, taki złocisty"
  • "Jak wspaniale podkreśla pani cerę"
  • "Ale proszę zobaczyć jak dobrze robi na oczy".... (czyje?!)
  • "Czego pani chce, miał być blond, to jest"


Gdy zamiast chłodnego blondu wyjdzie dziko-rudy odrost

  • "To tak zawsze wychodzi"
  • "Tego nikt nie zauważy"
  • "No trudno, ma pani takie włosy"
  • "Inaczej się nie da/nie dało/nie można"
  • "A co pani opowiada"


Gdy włosy ulegną zniszczeniu podczas rozjaśniania

  • "Blond wymaga poświęceń"
  • "Teraz włosy będą się naturalnie cieniować"
  • "Jak ma się tak dużo, to nie szkoda"
  • "Bo były suche"
  • "Trzeba było dbać o włosy"
  • "Jak położy pani profesjonalne (nasze) kosmetyki to będzie dobrze"
  • "Zawsze się trochę niszczą"

Gdy zamiast 1 centymetra utną 10:

  • "Od początku mówiłam, że najlepiej w krótkich"
  • "Teraz będzie lżej"
  • "Były strasznie zniszczone"
  • "Były krzywe"
  • "Wydaje się pani" (!)



Co zrobić, żeby nie paść ofiarą takich powiedzeń?

Wyraźnie wskazać co i dlaczego nam się nie podoba. Ale, nie atakować fryzjerki, ona też jest zdenerwowana, choć dobrze się maskuje.

Dlaczego w ogóle przytaczam takie przykłady?
Aby lepiej nam się żyło. Można wszystko załatwić, jeśli odniesiemy się kulturalnie do osoby, od której czegoś wymagamy. A nawet, wymagając czegoś, będziemy życzliwe, uśmiechnięte i spokojne.

Wreszcie kwestia tego, że często u fryzjera z miną męczenniczki po prostu przyjmujemy to, co mamy na głowie i nie zgłaszamy niezadowolenia, bo nie wypada, czy z innych względów. A trzeba. Tylko na spokojnie.

Oczywiście, trudno być spokojnym, gdy zamiast ciemnego blondu wyszła pomarańczowa żarówa,
jednak fryzjerka ślepa nie jest i jest w tej samej sytuacji, co Wy (powiedzmy). Pozostaje jakoś to naprawić lub przekonać się, że ta osoba nie jest w stanie tego zrobić.

Są pewne schematy zachowań, z których warto skorzystać.
Niektóre z nas asertywność mają we krwi, inne muszą się jej nauczyć.

Przejdźmy do przykładu:

Klientka: "Kolor na odroście jest rudy, chcę, żeby był jasnym zimnym blondem. Co możemy z tym zrobić?"
Ale nie: "Ale co to ma być, kolor jest ohydny!" "Co pani zrobiła, jak ja wyglądam?!"
Agresja rodzi agresję - nic nie załatwicie.

I też nie: "Co Pani z tym zrobi?"
Użycie formy my, czyli "co zrobimy" jest łatwiejsze do przełknięcia.

Fryzjerka: "Faktycznie ciepło wyszło, ale się spłucze" - tak często jest, że kolor chłodnieje po paru myciach
albo:         "Faktycznie ciepło wyszło, następnym razem użyję mocniejszej farby" - fryzjerka proponuje użyć czegoś mocniejszego następnym razem, warto spróbować, zapamięta Cię i będzie próbowała. Może nawet skonsultuje problem z kimś innym, by następnym razem zrobić to dobrze.
Poznała włosy i może rzeczywiście zastosować lesze rozwiązanie.

Klientka:  "Nie chcę następnym razem, będę się lepiej czuć, jeśli poprawi mi pani teraz"
Ale nie: "Chce teraz zimny", "Nie wyjdę stąd, dopóki pani nie poprawi tego czegoś"
Fryzjerka będzie wystraszona i w nerwach nic lepszego nie zdziała.

Fryzjerka po krótkim wahaniu: "Proszę usiąść, spróbujemy coś z tym zrobić"

Klientka: "Dziękuję"

Przekorne powiedzą, że przecież im się to należy, że fryzjerka łaski nie robi. Jednak wykonujące ten zawód naprawdę nie chcą nam zniszczyć włosów, chcą by klientka wróciła, bo mają z tego dodatkowe (nie oszukujmy się) pieniądze.

Ale, podkreślam, kultura zobowiązuje :)


Przykład mój własny po ostatniej wizycie w salonie fryzjerskim
Tak, mnie to spotyka często :D
Bardzo wydziwiam, ale cóż... nie będę się tłumaczyć.

Poprosiłam panią, zresztą przemiłą i bardzo starającą się, aby skróciła tył jak do boba, tak by był był równy z przodem. Końce poprosiłam wycieniowane, żeby fryzura nie wyglądała ciężko.

Pani bardzo się rozwodziła nad tym, jak klientki są zadowolone z jej cięć, że nie ma nikogo, kto byłby niezadowolony, że ma taką rękę itp., itd....

W międzyczasie dowiedziałam się, że wrażliwa skóra głowy to zwykle uczulenie na śledzie... Tak, jakbym śledziami myła sobie skalp, ale pominę już ten aspekt.

Cięcie wykonała właściwie, precyzyjnie. Po czym złapała degażówki.
I zaczęło się. Tłumaczyłam, że moje włosy nie życzą sobie degażówek, bo narzędzie miażdży tego typu włosy.

Pani upierała się, że się nie znam i, że to ona jest fryzjerką i we lepiej, ale skoro nie chcę, to nie.
Oczywiście nie przybliżałam pani, czy jestem tą Mysią czy nie jestem :D

Delikatnie poprosiłam o wycieniowanie nożyczkami.

Pani mozolnie usiłowała pocieniować końce nożyczkami, ale nie umiała tego zrobić.
Ostatecznie zaprezentowała mi efekt, którego nie chciałam - ładny kształt fryzury, ale końce niczym kwadratowe drągi, końcówki ze schodami jak po natarciu dzikiego chomika...

Zapytałam panią, czy może coś z tym zrobić.
Najpierw udała, że nie widzi, że przecież o to mi chodziło.
Wskazałam konkretnie: "Proszę nie udawać, że pani nie widzi, jest pani fryzjerką i zna się na rzeczy, końce są kwadratowe".
Wówczas oświadczyła, że może degażówkami, bo nożyczkami się nie da.

Poprosiłam o nożyczki i zaprezentowałam fryzjerce, która stała z założonymi rękami, jak należy cieniować włosy nożyczkami. Nie była szczęśliwa. Powiedziała, że to, co usiłuję mozolnie zrobić, to jest cieniowanie degażówkami... 

No nic, musiałyśmy się spotkać w pół drogi. Poprosiłam o zaprezentowanie techniki cięcia degażówkami.
Wydała mi się  korzystna, pozwoliłam pani podciąć włosy. I, wyobraźcie sobie, że dobrze wyszło.

Nie namawiam nikogo do takich pomysłów, to wręcz okropne zabrać fryzjerce nożyczki, raczej chodzi mi o zasadę walki o swoje i dopuszczenia zdania fryzjerki i jej pomysłu, jeśli po wytłumaczeniu zamiaru, ma on sens.

Oczywiście możemy podziękować i wyjść, ale czasem warto jest powalczyć o swoje.

Nie mam zdjęć z obecną fryzurą. Musicie uwierzyć na słowo, że jest nawet w porządku.
Uprzedzając pytania czy zapuszczam - nie mam zielonego pojęcia... Okrutnie mi teraz wypadają :(

Natomiast, czy mogłoby być lepiej? Oczywiście. Chętnie poprawię cięcie sobie sama, jak wrócę ze szpitala do domu. Efekt nie jest zły, a mógł być.
I, szacunek dla fryzjerki. Bardzo się starała :)

Pozostaję również przy zdaniu, że degażówki to zło. Niezależnie od techniki i jestem wciąż ich przeciwniczką.Włosy zostały przesadnie wypiórkowane a degażowane końce zaraz trzeba będzie ściąć, bo sterczą.


WAŻNE
Pozwalamy fryzjerowi dokończyć swoją pracę. 
- Nie uciekamy z mokrymi włosami, bo kolor na mokro zawsze wygląda inaczej niż po wyschnięciu.
- Nie wyrywamy suszarki z rąk, bo nie umie suszyć
Możemy poprosić o grzebień, żeby ustawić przedziałek tam, gdzie lubimy :)

Nazywamy problem po imieniu.
Nie: Kolor jest brzydki, bo komuś może się podobać.
Tak: Kolor jest dla mnie za ciemny/za jasny/zbyt rudy/zbyt szary.

Nie dajmy sobie wcisnąć kitu
Bywa, że fryzjerka upiera się, że kolor jest zimny, gdy jest ciepły.

Nie walczymy, gdy napotykamy ścisły opór.
Szkoda prądu, jeśli fryzjerka nie umie się zachować.
W takiej sytuacji można zapytać o szefową albo powiedzieć: "Nie jestem zadowolona, kolor/fryzura zupełnie nie jest tym, czego oczekiwałam".
Często inna fryzjerka lub szefowa zainteresują się sprawą, próbując pomóc.

Nigdy nikogo nie obrażamy.
Nawet jeśli fryzjerka obraziła nas, uważam, że to o niej świadczy jak świadczy i do takiego poziomu nie ma co się zniżać.


Drogie fryzjerki, 
powiedzcie klientce, której nie umiecie pomóc: 
"Zrobiłam wszystko, co mogłam. Inaczej nie umiem".

Niezadowolony klient i tak, i tak nie wróci, ale przyjmie naszą informację o przyłożeniu się do pracy.


____________________________________
Tych, które nie czytały, serdecznie zapraszam do lektury artykułu : Jak rozmawiać z fryzjerem KLIK


Dawno, dawno temu, czyli Mezopotamia

Dawno, dawno temu, czyli Mezopotamia
Enkidu
Mezopotamia. Jak podają źródła, był to kraj seksualnej i kosmetycznej rozpusty.
Już samo słowo lekarz wywodziło się od słów, które bardziej łączyły się z dbaniem o urodę niż z faktyczną funkcją tego zawodu w czasach dzisiejszych.

Tym niemniej, dużo bezpieczniej dla zdrowia i życia było zostać fryzjerem niż lekarzem!
Dlaczego? Poczytajcie.




















Dzisiaj Was trochę zbulwersuję.
Sama, czytając opracowanie na temat Mezopotamii, szeroko otwierałam oczy.

LEKARZE A KOSMETYKA
Dobrych lekarzy było niewielu, gdyż życie i zdrowie zawdzięczali tylko udanym zabiegom chirurgicznym i leczniczym. Jeśli operacja się nie udała, lekarzowi obcinano za karę ręce lub palce. A i surowsze kary się zdarzały..., jak wypłupienie oczu czy obcięcie języka.

Z uwagi więc na brak dobrych lekarzy, a ci  dostępni byli szalenie drodzy i niedostępni dla ubogich, stosowano "leczenie placowe". Polegało to na wyniesieniu chorego na plac w środku miasta, gdzie ludzie mogli do niego podchodzić i dawać rady, jak uporać się z chorobą. Przypomina mi to trochę obecnie spotykane rady w internecie, gdy ktoś leczy się na forum, miast udać do lekarza ;)

Samo słowo lekarz oznaczało znający oleje/znający wodę. Potrafili więc tworzyć mazidła na bazie nafty, żywicy i ziół. Tak też tworzono mydła i kremy.

Co ciekawe, naftę stosowano nie tylko na włosy i skórę, ale również wewnętrznie do leczenia nowotworów.

Lekarze oczywiście nie chcieli narażać życia i zdrowia, więc zanim przystąpili do ryzykownych poczynań, wyganiali choroby przy pomocy modlitw do boga słońca Marduka. Ten rodzaj lekarzy był nazywany kapłanami.

Przy czym nie leczono ludzi 7mego dnia miesiąca, bo 7mkę uważano za nieszczęśliwą!

Ponieważ lekarze zajmowali się skórą, warto tutaj wspomnieć o genezie słowa kosmetyka. 
Organizm człowieka pojmowano jako wielki mikro i makrokosmos. Skóra stanowiła granicę między tym co wewnątrz, czyli mikro-, a tym co z zewnątrz, czyli makro-. Dlatego kosmetyka pochodzi od słowa kosmos.

HIGIENA
Dawno, dawno temu, czyli Mezopotamia
Zachowane ruiny łazienki: gliniane wanny,
a po lewej, te płaskie z dziurą, toalety!
źródło
W Babilonii przed 1970 r. p.n.e. nakazywano 1 kąpiel w roku!
Hammurabi wprowadził obowiązkową kąpiel co 7 dni :)
Później zaczęto kąpać się jeszcze częściej, a co bardzo ciekawe, w domach instalowano łazienki z odpływami wody!

Mydła i kremy wyrabiano na bazie tłuszczy, żywic i ziół. Już wtedy bardzo ceniono choćby wcierkę do skóry głowy z cebuli i czosnku, co zalecano na łojotok i wypadanie włosów.

Zalecano też stosowanie miodu z oliwą z oliwek, co również było stosowane do balsamowania zwłok... tak silnie konserwujące są te substancje ;)

KOBIETY I NIERZĄDNICE
Dawno, dawno temu, czyli Mezopotamia
W Mezopotamii zawód kurtyzan był szeroko rozpowszechniony, a kapłanki go uprawiały w imię kultu.

Był tylko jeden problem, kapłankom nie wolno było mieć dzieci, jeśli więc kobieta zaszła w ciążę, była karana śmiercią. Jeśli by ciążę usunęła, a stosowano wtedy różne metody "spędzania płodu", była karana śmiercią poprzez nabicie na pal. Również kara śmierci groziła tej kobiecie za pojawienie się w pubie i wypicie piwa.

Aby chronić się przed ciążą, kapłanki nosiły specjalne amulety...

Kobiety nie zajmujące się nierządem, nakrywały głowę welonem lub nosiły szpiczaste czapeczki.
Prostytutki nosiły loki ozdabiane perłami, wstążkami i cekinami. Malowały też paznokcie na czerwono!

Już wtedy znano perfumy, które uzyskiwano przez połączenie wina z płatkami róż.

Nierządnicę można było zakupić na targu. Cena była tym wyższa, im grubszą kobietę sprzedawano. Mizerne niewolnice sprzedawano za przysłowiowy grosz i długo tuczono, nim zostawała wypuszczona do pracy.

Trzeba tutaj zaznaczyć, że zawód Hieroduli, czyli kapłanki-nierządnicy był bardzo poważany, a kobiety go wykonujące były bardzo dumne ze swoich umiejętności. W swoich apartamentach korzystały ze srebrnych luster, słoiczków z alabastrem i roślinnych farb do włosów.




Dawno dawno temu, czyli Starożytny Egipt

Dawno dawno temu, czyli Starożytny Egipt
Egipt to obecnie modne miejsce dla turystycznych wyjazdów, już lekko przereklamowane i tłumne.

Kiedyś - prawdziwa kolebka kosmetyki, o czym wiele z nas nie ma pojęcia.

O kozieradce, tajnej miksturze na porost włosach i... perukach :)

Krótko, ale ciekawie:)
Zapraszam!







W Starożytnym Egipcie higiena i lecznictwo stały na bardzo wysokim poziomie. Dziedzinami tymi zajmowali się wykwalifikowani specjaliści. Co ciekawe, każdy miał wąski przydział specjalizacji, np. w epoce Ramessydów Królowi i Królowej usługiwali zarówno golarze, przełożeni golarzy, paznokciarze, przełożeni paznokciarzy, a Faraon miał innego lekarza od oka lewego i innego od oka prawego...

PERUKI
Dawno dawno temu, czyli Starożytny Egipt
źródło
Z uwagi na straszliwe upały golono włosy na głowie i noszono peruki. Były to niezwykle ciekawe konstrukcje zrobione z włosów służebnic z klapką na tyle głowy w celu odprowadzania ciepła. Chroniły przed palącym słońcem i pięknie pachniały, gdyż na ich szczycie, co bardziej luksusowe, damy umieszczały stożek z wonnościami zrobiony z wosku, nasączony olejkami. Pod wpływem ciepła roztapiał się i pachniał.

Aby zapobiec nieprzyjemnym zapachom na skutek pocenia się, nacierano się specjalnymi maściami na bazie żywicy z terpentyną.

Noszono również peruki z czarnej wełny owczej, które barwiono na rozmaite kolory! Na czerwono czy na niebiesko. Ozdabiano je naszyjnikami ze złota, kwiatami i tasiemkami. Tylko mężczyźni nosili peruki trefione w loki.

Jedna z kobiet Faraonów miała perukę-brodę, którą zakładała wespół z lwim ogonem, gdy wychodziła do Ludu.

ZIOŁA I OLEJE
Ebers w swoim papirusie zapisał przepis pod tytułem:

"Jak przemienić starca w młodzieńca?"
Należy zebrać strączki kozieradki, wysuszyć na słońcu, a następnie wyłuskać.
Równą ilość łupin i nasion utrzeć, odparować, ponownie dodać wody i odparować.
Następnie znów dodać wody i podgrzewać, aż pojawią się plamy oleju na powierzchni tej masy.
Tą oliwę należy zebrać i wcierać w skórę głowy, aby pobudzić porost włosów,
albo w skórę twarzy, by zlikwidować zmarszczki.

Dlaczego kozierdka działa?
Zawiera diozgeninę, czyli prekursor hormonów sterydowych.

Co ciekawe, już wtedy znano sposób na leczenie objawów bielactwa.
Roślinę Ammi Majus (Aminek Większy, z rodziny selerowatych) należało sproszkować, spożyć a następnie wyjść na słońce. Miało to swoje środki uboczne, gdyż powodowało silne mdłości i pęcherze, ale jednocześnie likwidowało plamy. Preparat stosowany jest do dzisiaj w postaci tabletek i ma takie same działania uboczne.

Kosmetyki tworzono na bazie tłuszczy zwierzęcych. Kremowano się więc: gazelą, wężem, krokodylem a także... kotem, w tym lwem!

Najdroższym składnikiem preparatów kosmetycznych były... czosnek i cebula!

INNE CIEKAWOSTKI

  • Potrafiono już robić sztuczne zęby i sztuczne szczęki, ale były one bardzo niewygodne, dlatego kobiety, aby ukryć brak przednich zębów, nosiły nezem - duże kółko w nosie, które zasłaniało ubytki. Kółko to unoszono podczas jedzenia i picia ;)



  • Kobiety nosiły całkowicie tkaniny tak delikatne, że przezroczyste. Aby chronić sutki przed słońcem, zasłaniano je wielkimi naszyjnikami.



  • Do grobowca kobiety zabierały ze sobą nawet szminki, co prawda na siarczku ołowiu, więc bardzo toksyczne, jednak był to niezbędnik do wyposażenia pośmiertnego. Jednakże, jak wykazały badania, szminki, które bliscy wkładali do trumny, były dużo gorszej jakości niż te dla żywych.



  • Włosy farbowano już wtedy henną na ciemne kolory, ale kolorem najbardziej  modnym był blond, który uzyskiwano poprzez zastosowanie specjalnej pasty z gliny, popiołu i tłuszczu koziego wraz z ekspozycją słoneczną.
Kokardka KINO. Odcinek 3. Idealny bob NataliiKomunia. Fryzury dla dziewczynekZ wizytą w dżungliKobiety z lat 20-stych w areszcieDawno, dawno temu. Zapach RzymuZagadka na dziś

Report "Włosy. Koloryzacja. Pielęgnacja. Kosmetyki."

Are you sure you want to report this post for ?

Cancel
×